2
-Percy zanieś ją do Uzdrowicieli.
-Ok. Yhmm… Max?
-Tak?
-To jest Aubrey? … A i powiadomisz Minor o ich przybyciu?
-Tak to ona i tak powiadomię. A teraz idź z nią do izby, zemdlała przy teleportacji.
Odebrałem od Max’a skrępowaną i zakneblowaną dziewczynę. Starałem się zanieść ją jak najszybciej, na dyżurze była Mia, kazała mi ją zanieść do 191. Położyłem Aubrey na kozetce i usiadłem na krześle obok, wziąłem ją za prawą dłoń i czekałem na jakąkolwiek reakcję . Minęła doba i 45 minut, przysnąłem. Poczułem ruch, otworzyłem oczy, ona też miała otwarte. Spojrzała najpierw na rękę którą trzymałem, a potem na mnie.
-Wszystko w porządku, jak się czujesz? ~Spytałem lekko zachrypniętym głosem.
-Tak, wszystko ok. Ty pewnie jesteś Percy Solomon jak mniemam? ~Spytała i lekko się uśmiechnęła.
Poczułem rumieniec, zaczęła się śmiać. Kochałem jej śmiech, taki melodyjny. Dawno go nie słyszałem, przez niego byłem lepszy. Czemu lepszy?! Oto jest pytanie. Jestem oczywiście Amerykaninem, ale przez dość długi okres w swoim życiu byłem w Berlinie w Niemczech. Urodziłem się w roku tysiąc czterysta dziewięćdziesiątym ósmym w Nowym Jorku, a gdy w wieku czternastu lat zostałem sam, moją rodzinę zabili Darkness. Ci ludzie… Wszyscy zginęli. Przeżyłem tylko ja. Ten który zabił mi matkę, dopadłem go pierwszego. Zabijałem go powoli, a gdy już skonał w męczarniach skróciłem go o głowę. Innych zabijałem tak, jak leciało. Odcinałem im wszystko, co tylko się dało, a potem nie mogłem opanować rządzy i zabijałem nie tylko złych, ale też niewinnych. Zabijałem tak ok. sto lat, aż nawróciła mnie moja „Pierwsza Miłość”, a raczej zauroczenie. Miała dziewiętnaście lat, a ja już ok. setki, a mimo to wyglądałem na co najmniej siedemnaście. Po trzech miesiącach zostałem zmuszony do opuszczenia Beatrice – bo tak miała na imię – A gdy dwa lata później wróciłem jej już nie było. Została zabita, a ja znów popadłem w nałóg. Znów zabijałem, aż mnie w końcu naleźli, inni. Inni Łowcy którzy wynaleźli sposób na doprowadzenie mnie do zdrowych zmysłów i wyleczenie z nałogu. Gdy tego dokonali wytłumaczono mi kim jestem, przeszedłem pomyślnie test i stwierdzili, że sam nieświadomie – oczywiście – zatrzymałem proces starzenia w wieku siedemnastuludzkich lat…
Poczułem że ktoś mną potrząsa.
- Percy? Percy, odpowiedz! Percy! – Usłyszałem z oddali i w tej samej chwili zdałem sobie sprawę, że mam zamknięte oczy, więc je otworzyłem. Potrząsała mną Aubrey. Byłem w Sali 191, w izbie Uzdrowicieli.
- Aubrey… - Powiedziałem mocno zachrypniętym głosem, miałem sucho w gardle i nie miałem zbytnio pomysłu co powiedzieć dziewczynie.
- Co ci się stało? Nie, dobra nie ważne nie rób tego więcej, ok? – Uderzyła mnie w ramię, płakała.
- Dlaczego płaczesz? – Spytałem idiotycznie. Głupi, głupi, głupi. Co ja mam w tej durnej głowie.
- Dlaczego, dlaczego?! Nie miałam pojęcia co ci się stało. Miałeś odlot, a ja nie wiedziałam, jak ci pomóc.
- Ty się o mnie martwisz?!
- No tak, a co myślałeś. Jak ty sobie spałeś, to doznałam coś podobnego, tylko ujrzałam i przeszłość, i przyszłość. Wiem wszystko o mnie, o tobie, a w szczególności o nas.
- O nas?! – Spytałem zdziwiony, oczywiście wiedziałem o czym mówi, zawsze uczestniczyłem przy wymazywaniu jej pamięci. Za każdym razem, gdy miała się starzeć usuwali jej wspomnienia, czyli również te chwile, które razem spędziliśmy. Robiliśmy to wszystko ze względu na jej pochodzenie, była Corvusem, jedną z najstarszych. Miałem za zadanie obserwować ją, sprawdzać, testować umiejętności, a przede wszystkim chronić.
- Ty wiedziałeś o tym, prawda? Dlaczego ja dowiedziałam się dopiero teraz, dlaczego?
- Przez mnóstwo czasu miałaś wymazywaną i przechowywaną pamięć, mogło ci ją przywrócić jedynie miłość, którą do kogoś darzysz, ale nie miłość do siostry czy brata, ani rodzicielska. Tylko taka prawdziwa, szczera miłość do osoby przebywającej obok.
Powoli zaczynała rozumieć.
- A teraz trochę informacji o tobie. Urodziłaś się na Florydzie co najmniej czterysta pięćdziesiąt pięć lat temu, czyli w tysiąc pięćset sześćdziesiątym dziewiątym roku.
- Czyli… Zaraz, zaraz … Więc jak to możliwe, że wciąż mam siedemnaście lat, a Jesse piętnaście ? Poznałeś ją już zapewne.
- Jeśli ta Jesse to wygadana niebieskooka brunetka, to owszem.
- Do rzeczy, opowiadaj.
- Ok, więc tak zwani Uzdrowiciele Naczelni, a dokładniej Mia Darkroom i Ian Cameron, wszczepili tobie i Jesse myśl o zatrzymaniu starzenia. Zatrzymali cię w wieku 17 lat, a Jess 15.
Odpowiadałem na zadawane przez nią pytania, trwało to dość długo.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Zostaw komentarz. To tylko parę słów.