czwartek, 19 marca 2015

Fanpage na Facebooku



 FanPage 


Strona na facebooku powstała aby ułatwić wam korzystanie z moich blogów.
Na fanpage ‘u zamieszczane będą newsy o blogach Star from the Sky i It isn’t real.
Na stronie Facebook ‘owej będą też ciekawostki o blogach ( czyli o zawartości, bohaterowie itp.)
Będzie również możliwość „ Zapytania Bohatera ” , czyli można zadawać pytania do bohaterów z obu blogów. Będzie możliwość spytania również mnie.
Przykładowe pytania:

Do (tu podajesz imię bohatera z jakiegoś bloga), np. Gabriela Draco. ( tu piszesz swoje pytanie), np. Gdzie znajduje się teraz twój ojciec?
Myślę, że nie będą mieli nic przeciwko jak będę odpowiadać w ich imieniu. Dlatego jak masz pytanie to śmiało.

czwartek, 26 lutego 2015

Hey

Cóż może za bardzo się w niektóre rzeczy za bardzo, ale bardzo bym chciała zdobyc choć troche waszej uwagi. Na serio bardzo proszę o komentarze, to dla mnie strasznie ważne. A poza tym mam coraz więcej pomysłów na inne książki oprócz tej. Potrzebuję inspiracji. Prosiła bym żeby ktokolwiek mi pomógł. Również proszę o wejścia tu: visions-in-the-dark-so-much.blogspot.com . Dzięki. Ps. Chcę żebyście szczerze odpowiedzieli na ankietę która powinna pojawić się niedługo.

środa, 25 lutego 2015

sobota, 7 lutego 2015

Rozdział 3 i 4

Przyjaźniłem się z Aubrey i Jesse. Mam na imię Jeremy. Jeremy Lynx i w pewien sposób zdradziłem swoje przyjaciółki. Przez  multum lat je sprawdzałem i dostarczałem informacji O Aubrey i Jesse, Minor i Solomonowi. Czułem się z tym źle. Ale taka już była moja praca. Jestem Librą ze związku błękitno krwistych, o kierunku Informator, to dość ważne stanowiska, i trudne do zdobycia.  
Jestem z Mią, to Uzdrowicielka, a dokładniej Uzdrowicielka Naczelna, ta dziewczyna to dla mnie 8 cud świata. Ładna, miła, pomocna, życzliwa. Ideał.
- Hej! Jeremy. – Zawołał za mną Nick, to mój brat. Młodszy, ja w ludzkich ma 19 lat a on 17. Urodziłem się w Aspen w 1496 roku, a Nick w 1498 tak jak Percy.
-No, Nick jak tam Jesse?
- To co zawsze. Zajebista, zajebistość. Czyli jednym słowem kochana. A, mam sprawę. Chcę ją dzieś zabrać na naszą 2 rocznicę, która powtarza się od lat, ale ok. – Znasz jakieś romantyczne miejsce, ale takie wiesz, wyjątkowe. Polecasz coś?
-Nom, nie wiem. Dla ciebie budka z fast-foodami byłaby idealnym miejscem. – Lubiłem mu dogryzać, w końcu taka rola starszego brata, no nie. Robiłem to przy każdej okazji.
- Taa, bardzo śmieszne, Jerem Nie żartuj sobie w takich sprawach, mówię serio. Dobrze wiesz, że mi na niej zależy, a ty błaznujesz.
- No ok. Co powiesz na… Purpuré la Lavoniet, to w tej dzielnicy obok Palm Street, a i dla twojej informacji, to wytworna francuska restauracja. Proszę. Może być?
- Nom, dzięki. Pozdrów Mię.
- Ok. Powodzenia na rocznicy, i pamiętaj kup jej ulubione kwiaty i czekoladki.
- No co ty nie powiesz, Jeremy. – Odkrzykną.

4

Jeremy polecił mi nawet niezłą restaurację, ale na wszelki wypadek sprawdziłem opinię, autentyczność i ulicę na której znajduje się ta cała Purpuré. I okazało się, że Jeremy nie kłamał. Już dość czasu spotykam się z Jesse, a sporo czasu to dość dużo lat. A nasze rasy kochają dłużej – może nawet na zawsze – bardziej i całkiem nieźle nam idzie to kochanie, nie to co u ludzi. Solomon wie to na pewno.

Rozdział 2

2
-Percy zanieś ją do Uzdrowicieli.
-Ok. Yhmm… Max?
-Tak?
-To jest Aubrey? … A i powiadomisz Minor o ich przybyciu?
-Tak to ona i tak powiadomię. A teraz idź z nią do izby, zemdlała przy teleportacji.
Odebrałem od Max’a skrępowaną i zakneblowaną dziewczynę. Starałem się zanieść ją jak najszybciej, na dyżurze była Mia, kazała mi ją zanieść do 191. Położyłem Aubrey na kozetce i usiadłem na krześle obok, wziąłem ją za prawą dłoń i czekałem na jakąkolwiek reakcję . Minęła doba i 45 minut, przysnąłem. Poczułem ruch, otworzyłem oczy, ona też miała otwarte. Spojrzała najpierw na rękę którą trzymałem, a potem na mnie.
-Wszystko w porządku, jak się czujesz? ~Spytałem lekko zachrypniętym głosem.
-Tak, wszystko ok. Ty pewnie jesteś Percy Solomon jak mniemam? ~Spytała i lekko się uśmiechnęła.
Poczułem rumieniec, zaczęła się śmiać. Kochałem jej śmiech, taki melodyjny. Dawno go nie słyszałem, przez niego byłem lepszy. Czemu lepszy?! Oto jest pytanie. Jestem oczywiście Amerykaninem, ale przez dość długi okres w swoim życiu byłem w Berlinie w Niemczech. Urodziłem się w roku tysiąc czterysta dziewięćdziesiątym ósmym w Nowym Jorku, a gdy w wieku czternastu lat zostałem sam, moją rodzinę zabili Darkness. Ci ludzie… Wszyscy zginęli. Przeżyłem tylko ja. Ten który zabił mi matkę, dopadłem go pierwszego. Zabijałem go powoli, a gdy już skonał w męczarniach skróciłem go o głowę. Innych zabijałem tak, jak leciało. Odcinałem im wszystko, co tylko się dało, a potem nie mogłem opanować rządzy i zabijałem nie tylko złych, ale też niewinnych. Zabijałem tak ok. sto lat, aż nawróciła mnie moja „Pierwsza Miłość”, a raczej zauroczenie. Miała dziewiętnaście lat, a ja już ok. setki, a mimo to wyglądałem na co najmniej siedemnaście. Po trzech miesiącach zostałem zmuszony do opuszczenia Beatrice – bo tak miała na imię – A gdy dwa lata później wróciłem jej już nie było. Została zabita, a ja znów popadłem w nałóg. Znów zabijałem, aż mnie w końcu naleźli, inni. Inni Łowcy którzy wynaleźli sposób na doprowadzenie mnie do zdrowych zmysłów i wyleczenie z nałogu. Gdy tego dokonali wytłumaczono mi kim jestem, przeszedłem pomyślnie test i stwierdzili, że sam nieświadomie – oczywiście – zatrzymałem proces starzenia w wieku siedemnastuludzkich lat…
Poczułem że ktoś mną potrząsa.
- Percy? Percy, odpowiedz! Percy! – Usłyszałem z oddali i w tej samej chwili zdałem sobie sprawę, że mam zamknięte oczy, więc je otworzyłem. Potrząsała mną Aubrey. Byłem w Sali 191, w izbie Uzdrowicieli.
- Aubrey… - Powiedziałem mocno zachrypniętym głosem, miałem sucho w gardle i nie miałem zbytnio pomysłu co powiedzieć dziewczynie.
- Co ci się stało? Nie, dobra nie ważne nie rób tego więcej, ok? – Uderzyła mnie w ramię, płakała.
- Dlaczego płaczesz? – Spytałem idiotycznie. Głupi, głupi, głupi. Co ja mam w tej durnej głowie.
- Dlaczego, dlaczego?! Nie miałam pojęcia co ci się stało. Miałeś odlot, a ja nie wiedziałam, jak ci pomóc.
- Ty się o mnie martwisz?!
- No tak, a co myślałeś. Jak ty sobie spałeś, to doznałam coś podobnego, tylko ujrzałam i przeszłość, i przyszłość. Wiem wszystko o mnie, o tobie, a w szczególności o nas.
- O nas?! – Spytałem zdziwiony, oczywiście wiedziałem o czym mówi, zawsze uczestniczyłem przy wymazywaniu jej pamięci. Za każdym razem, gdy miała się starzeć usuwali jej wspomnienia, czyli również te chwile, które razem spędziliśmy. Robiliśmy to wszystko ze względu na jej pochodzenie, była Corvusem, jedną z najstarszych. Miałem za zadanie obserwować ją, sprawdzać, testować umiejętności, a przede wszystkim chronić.
- Ty wiedziałeś o tym, prawda? Dlaczego ja dowiedziałam się dopiero teraz, dlaczego?
- Przez mnóstwo czasu miałaś wymazywaną i przechowywaną pamięć, mogło ci ją przywrócić jedynie miłość, którą do kogoś darzysz, ale nie miłość do siostry czy brata, ani rodzicielska. Tylko taka prawdziwa, szczera miłość do osoby przebywającej obok.
Powoli zaczynała rozumieć.
- A teraz trochę informacji o tobie. Urodziłaś się na Florydzie co najmniej czterysta pięćdziesiąt pięć lat temu, czyli w tysiąc pięćset sześćdziesiątym dziewiątym roku.
- Czyli… Zaraz, zaraz … Więc jak to możliwe, że wciąż mam siedemnaście lat, a Jesse piętnaście ? Poznałeś ją już zapewne.
- Jeśli ta Jesse to wygadana niebieskooka  brunetka, to owszem.
- Do rzeczy, opowiadaj.
- Ok, więc tak zwani Uzdrowiciele Naczelni, a dokładniej Mia Darkroom i Ian Cameron, wszczepili tobie i Jesse myśl o zatrzymaniu starzenia. Zatrzymali cię w wieku 17 lat, a Jess 15.
Odpowiadałem na zadawane przez nią pytania, trwało to dość długo.

poniedziałek, 2 lutego 2015

Witam

Hej, no więc mam usprawiedliwienie za nieobecności otóż jak przystało na drugoklasistów piszemy próbne testy, a to wymaga odpowiedniego przygotowania. Jednakże podczas drugiego tygodnia ferii powinno brzybyć rozdziałów, ale bardzo prosiłabym o komentarze. Ponieważ licz się z waszym zdaniem, zamierzam jezcze dziś stworzyć stronę pt. ''Spam'' tam będziecie mieli wytłumaczone po co się ona znjduje na blogu. Dziękuję i liczę na wyrozumiałość.

sobota, 10 stycznia 2015

Rozdział 1

22 września 2012r:

Wracałam wtedy z liceum, a dokładniej Lexinton w Nowym Jorku. Zawsze ,gdy przechodzę obok ślepego zaułka staram przyspieszyć kroku i nie patrzeć w jego stronę. Dzisiaj jednak zdecydowałam, że spojrzę. Nic  tam, nie dostrzegłam, ale na wszelki wypadek przyspieszyłam jeszcze kroku . Lecz nie zdążyłam zrobić zaledwie kilku kroków, gdy ktoś chwycił mnie w talii i zakrył dłonią usta. Nieznajomy wciągnął mnie w zaułek, gestem oznajmił żebym się nie odzywała. Zwolnił uścisk w talii, ale dalej przytrzymywał mi usta. Po krótkiej chwili się odezwał:
-Cśś, nic Ci nie zrobię Aubrey. Mam na imię Max, jestem Łowcą z Polaris. Wyjaśnię resztę później, ale musisz mi obiecać, że będziesz cicho i ,że nie uciekniesz. Ani ogólnie nic z tych rzeczy, ok?
Skinęłam głową w obietnicy. Powoli i z wahaniem opuścił dłoń. Nie odezwałam się tak jak obiecałam. Przyjrzałam się chłopakowi, był ode mnie o głowę wyższy miał brązowe włosy, niebieskie oczy i był Łowcą z Polaris. Nie mam pojęcia co to Polaris, a zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, chłopak zaczął mówić:
-Zanim zacznę ci wszystko wyjaśniać poznaj Hazel, która nieumiejętnie schowała się tuż za murkiem. No chodź się przedstaw.
Zza wskazanego przez Max’a murku wyszła niewiele wyższa ode mnie dziewczyna. Miała długie ciemnorude włosy związany w ciasny kucyk na czubku głowy. Była ubrana w czarne obcisłe rurki i czarną bluzkę, a na niej ciemną skórzaną kurtkę. Z tego co zauważyłam Max był ubrany podobnie.
-Jestem Hazel Morgan.~ Przedstawiła się, ale nie była życzliwa.
-No więc tak.~ Podjął wątek chłopak~ Mam na imię Morgan. Max Morgan, w świecie ludzi mam około 23 lata, a Hazel 20 jesteśmy Łowcami i jesteśmy rodzeństwem.~ Dziewczyna posłała Max’owi kuksańca między żebra.
-Jesteś niższa niż na zdjęciach Solomona, ale przyznaj Max’i Percy ma gust.
-Hazel! Nie mamy czasu, musimy się zmywać.
-Zaraz, zaraz nigdzie się nie wybieram.
-Albo idziesz po dobroci, albo…
-Albo co, Hazel?! Przerzucisz mnie przez ramię jak wór ziemniaków? ~Syknęłam na dziewczynę, a ona posłała mi zabójczy wzrok.
-Posłuchaj mnie do cholery, jeszcze raz mi przerwiesz to ci łeb ukręcę, zrozumiałaś?! Mam nadzieję. ~I tak jak przed chwilą powiedziałam chłopak przerzucił mnie przez ramię, a dziewczyna związała mi ręce z nogami i zakleiła usta taśmą, tak w ogóle skąd ona ją wzięła.

-Hazel. ~Chłopak posłał siostrze znaczące spojrzenie, a ona tylko skinęła głową i wyciągnęła z kieszeni kulę wielkości pięści i wzięła brata za rękę, a kula zaczęła się mienić różnymi kolorami. Poczułam mdłości i zawroty głowy. Wydałam z siebie dziwny zduszony jęk i zemdlałam.